ipa

Right Riders na Facebooku

Kto jest na stronie

Odwiedza nas 106 gości oraz 0 użytkowników.

startowy 100x75Prawie normą jest, że we wszystkim, co rozbudza nasze zainteresowania, przekraczamy granice rekreacji. Nie inaczej jest z motocyklistą, który kocha swoją maszynę i żyje w świecie małych i dużych wyzwań, a przy tym jest uzależniony od klimatu! Wprawdzie w naszej szerokości geograficznej nastanie jesieni nie zawsze oznacza nadejście przymrozków i jesiennej szarugi, ale trzeba się przygotować, bo moment ten nie jest przewidywalny. Dlatego tradycją motocyklistów stało się uroczyste żegnanie mijającego sezonu. To czas wspominania  nakręconych kilometrów, zaliczonych rajdów, dalekich i bliskich przejażdżek. By jeszcze raz poczuć swój wspaniały motocykl, jego doskonały silnik i niezwykłą moc, w piątek 2 października 2015 r. wybraliśmy się trasą numer 801 przez Dęblin i Puławy - na Kazimierz Dolny, skąd odbiliśmy do Nałęczowa. W pensjonacie Natura, przez trzy dni, podsumowywaliśmy nasze przeżycia i doświadczenia; wspominaliśmy zaliczone trasy i klubowe imprezy. Po raz kolejny uświadomiliśmy sobie, że motocykl dostarcza niebywałych emocji i całą masę fantastycznych wspomnień.

Dla każdego z nas  - a cieszy, że również dla naszych Plecaczków - jazda na motocyklu to pasja, upragniona wolność, filozofia, a nawet rodzaj myślenia i odczuwania. Ze względu na służbę, mamy swoje ograniczenia i nie zawsze możemy - do końca - tę pasję przełożyć na styl życia. Jadąc do Nałęczowa w promieniach jesiennego słońca, staraliśmy się przeżyć to jeszcze raz, zanim poranne przymrozki wymuszą odstawienie maszyn do garażu. W sobotę zaliczyliśmy piękny przejazd do Lublina, gdzie z kustoszem mieliśmy umówione zwiedzanie kościoła rektoralnego Wniebowzięcia NMP Zwycięskiej - ufundowanego w 1412 r. przez króla Władysława Jagiełłę jako wotum wdzięczności za zwycięstwo w bitwie pod Grunwaldem, a budować go mieli jeńcy krzyżaccy. Jest to jeden z najcenniejszych zabytków gotyku i renesansu w Lublinie. Potem przejechaliśmy na Starówkę, by zjeść obiad na Rynku. Pogoda nadzwyczaj nam sprzyjała, więc zdecydowaliśmy się jeszcze na wizytę w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Motocykle zostawiliśmy na parkingu i piechotą, w ciszy i skupieniu dotarliśmy do pomnika, tzw. Bramy, z napisem: „Bohaterom Majdanka, którzy walcząc przeciw hitlerowskiemu ludobójstwu o wolność swych narodów i całej ludzkości, broniąc ideałów człowieczeństwa i godności własnej ponieśli tu śmierć męczeńską”. My, polscy motocykliści, obywatele tej ziemi - wiedzieliśmy, że wobec bezmiaru zła, które widziało to miejsce, tylko niektórych stać było na heroizm ponad ludzką miarę. Stojąc nad prochami, umieszczonymi w konstrukcji pomnika Walk i Męczeństwa przeczytaliśmy wiekopomne słowa „Żałoby” Franciszka Fenikowskiego: „Z pokolenia niech głos nasz idzie w pokolenie, o pamięć, nie o zemstę proszą nasze cienie! Los nasz dla was przestrogą ma być – nie legendą; jeśli ludzie zamilkną, głazy wołać będą!”. Wracając w zadumie do motocykli rozmyślaliśmy: mamy piękny czas pokoju, zdołaliśmy wznieść się ponad krzywdę, której nasi przodkowie doświadczyli; naszym obowiązkiem pamiętać!
W drodze powrotnej do pensjonatu zdecydowaliśmy się zajechać do letniej rezydencji kolegi Zbyszka, na co dzień pełniącego służbę w Komendzie Głównej. Grill w jabłoniowym sadzie z pajęczyną babiego lata, to nie lada atrakcja dla mieszczuchów i ten niepowtarzalny zapach dymu z palonych na polu suchych łęcin kartoflanych. Tę wizytę zapamiętamy na długo, bo prawie wszystkich ogarnęła niewypowiedziana, niezgłębiona melancholia. O tym, że to już jesień przekonaliśmy się wracając wieczorem do Nałęczowa, bo na wielu odcinkach zalegała mgła. Kolacja integracyjna w pensjonacie przeciągnęła się do świtu. To był znakomity moment na relaks, śpiew i wspomnienia z mijającego sezonu. W niedzielny poranek, aby na własnej skórze przekonać się na czym tak naprawdę polega urok i dusza Nałęczowa wybraliśmy się na spacer. Wchodząc do Parku Zdrojowego przez zabytkową Bramę Wschodnią spacerowaliśmy urokliwą alejką zatrzymując się przy Pałacu Małachowskich, by na ławeczce zrobić pamiątkową fotkę z siedzącym skromnie Bolesławem Prusem, a potem dotrzeć do Wyspy Zakochanych. Postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście każdy kto na niej przebywał będzie miał szczęście w miłości. Jeszcze wizyta w palmiarni i łyk wody zdrojowej, jeszcze energetyzująca filiżanka w pijalni czekolady, a potem trudny wybór magicznej biżuterii z kryształów i szlachetnych kamieni. Nieco zmęczeni, chociaż pełni dobrej energii wróciliśmy spacerkiem do pensjonatu. Wypoczęte i zrelaksowane motocykle czekały na nasz sygnał do odjazdu. Pobyt w Nałęczowie był dla nas azylem, który pozwolił zapomnieć i odizolować się od życia codziennego. Wracając do domu delektowaliśmy się jazdą: spokojną i bez żadnych wibracji, bo waga i wymiary naszych motocykli przekładały się na doskonałą stabilność zarówno podczas przyspieszania jak i hamowania, a wygodne kanapy pozwalały na absolutny relaks w siodełku. Wszystkich uczestników wyjazdu ogarnęła błogość ducha i radość - to był doskonały, jesienny weekend na motocyklu. Szkoda, że już wkrótce poranne przymrozki i liście zalegające na drodze utrudnią jazdę. Czy tego chcemy, czy nie, czas na zimowanie, a nam pozostanie jedynie szlifowanie formy bez motocykla. Przed nami tylko kilka miesięcy, które można wykorzystać choćby na wspólną zabawę. Już teraz warto nakręcać się przed kolejnym sezonem motocyklowym!